Karol Kobylarz

Client Relations Manager i Analityk Fundamentalny, współpracę z easyMarkets rozpoczął w 2015 roku, z branżą forex związany od 5 lat. Jego zadaniem jest utrzymanie najwyższych standardów w kontaktach z klientami oraz prowadzenie szkoleń. Specjalista Rynku Walutowego.


Prezydent USA Donald Trump wyraził się bardzo jasno, że Waszyngton nie będzie dłużej zgadzał się być stroną przegrywającą w umowach handlowych. Krótko po swojej inauguracji nowy prezydent wydał kilka dekretów wycofujących USA z paktu Transpacyficznego (TPP), nawołując przy tym do renegocjacji umowy NAFTA regulującej więzi handlowe między USA, Kanadą a Meksykiem od roku 1994.

Za tymi dekretami kryje się tak naprawdę chęć ograniczenia globalizacji, a co najmniej obrócenia jej na korzyść USA. Nigdzie się to nie uwidoczniło bardziej niż w stanowisku Trumpa względem Chin – drugiej co do wielkości gospodarki na świecie.

Niestety protekcjonistyczny plan Trumpa pojawił się w czasie, gdy USA bardziej niż kiedykolwiek są zależne od państw takich jak Chiny. A ponieważ właśnie te relacje stoją w obliczu wciąż nowych przeciwności, wielu inwestorów uważa, że niewiele jest już w stanie powstrzymać wojny handlowej z Chinami. Pekin już pokazał, że jest gotów podjąć wyzwanie.

Dolar amerykański jest “zbyt silny”

Trump wyraził niezadowolenie z chińskiej polityki handlowej długo zanim objął fotel prezydenta USA. Jednak odkąd już nim został, znacznie bardziej liczy się ze słowami, a inwestorzy próbują sobie poukładać w głowach jego plan gospodarczy. W zeszłym miesiącu Trump powiedział “Wall Street Journal”, że dolar jest “zbyt silny” względem koszyka walut głównych częściowo dlatego, że Chiny nadal dewaluują swoją walutę, juana renminbi.[1]

Komentarze Trumpa są częściowo odpowiedzialne za spadek kursu USD względem koszyka walut głównych do najniższego poziomu od trzech miesięcy, co praktycznie zniwelowało wszystko, co zyskał od dnia wyborów, czyli 8 listopada.

Jednak Trump ma w kwestii pary USD/CNY całkiem sporo racji. W roku 2016 sztucznie zaniżany kurs juana stracił niemal 7% względem dolara amerykańskiego, a w pewnym monecie zanurkował do najniższego od 8 lat poziomu[2]. Słabszy juan zwiększa konkurencyjność chińskiego eksportu, a właśnie tego bardzo obawia się Trump.

Chiny popierają globalizację

Wszelkie wątpliwości co do ambicji Chin związanych z przyspieszeniem globalizacji zostały rozwiane w Davos, w trakcie konferencji Światowego Forum Ekonomicznego, gdy prezydent Xi Jinping bronił tego zjawiska i przestrzegał przed wojnami handlowymi:

„Z globalnej wojny handlowej nikt nie wyszedłby jako zwycięzca. Naciskanie na protekcjonizm jest jak zamykanie się w ciemnym pokoju. Wiatr i deszcz pozostają na zewnątrz, ale też światło i powietrze”[3].

Jednak wygląda na to, że nowa administracja USA już podjęła decyzję. Dla Trumpa konkurencja między USA a jej handlowymi partnerami to gra o sumie zerowej. Z tej przyczyny dąży on do renegocjacji istniejących umów i wychodzi naprzeciw niektórych państw po umowy dwustronne. Trump postrzega Chiny jako te, które mają w wojnie handlowej więcej do stracenia, odkąd Stany odnotowują duży deficyt w wymianie handlowej z Pekinem. A że zagroził już, że nałoży na towary importowane z Chin 45% podatku[4], protekcjonistyczna droga Trumpa może zakończyć trwającą od ponad 20 lat politykę nakierowaną na Daleki Wschód, która była oparta na założeniu, że relacja z Chinami jest bardzo obiecująca.

Czy wojna handlowa będzie miała poważne konsekwencje dla USA?

Eksperci nie są przekonani, że Trumpowi uda się w wojnie przeciwko Chinom odnieść sukces. Chiny są na chwilę obecną o wiele silniejsze gospodarczo niż 20 lat temu. W większości dysponują tym, czego potrzebują, a to, czego im brak, z łatwością uzyskają od państw innych niż USA. Poza tym na produkty z Chin nadal rośnie popyt ze strony rynków wschodzących, takich jak Indie czy Ameryka Południowa. To właśnie one są głównymi odbiorcami elektroniki produkowanej w Chinach, co daje Pekinowi mnóstwo możliwości na pozyskanie różnych rynków.

Trump musi wziąć pod uwagę, że Chiny mają największą klasę średnią na świecie[5], która jest jednym z najpoważniejszych odbiorców amerykańskich produktów. Do końca roku 2015 chińscy konsumenci nabyli 131 milionów iPhonów, więcej niż Amerykanie. Począwszy od produktów e-commerce po samoloty Boeinga – szacuje się, że Chiny w ciągu kolejnych kilkudziesięciu lat staną się jeszcze większym rynkiem[6]. A to napędza ambicję Pekinu, by przekształcić Chiny z gospodarki nastawionej na eksport i inwestycje w gospodarkę opartą na konsumpcję i usługi.

W związku z tym bezpośrednią i natychmiastową ofiarą wojny handlowej USA będą koncerny takie jak Wal-Mart, zależne od chińskiej produkcji tanich dóbr, których odbiorcami są wyborcy Trumpa.

Światowy establishment również dał jasny wyraz temu, że nie popiera protekcjonistycznej polityki Trumpa. A to może być na rękę Chinom, które w każdym możliwym aspekcie przyjmują i popierają globalizację.

Nie można też zapomnieć o uparcie wysokim kursie dolara. Ponieważ Rezerwa Federalna – instytucja niezależna od decyzji Trumpa – podwyższa stopy procentowe, można się spodziewać dalszej aprecjacji waluty. A to maluje negatywny obraz dla protekcjonistycznych planów.

[1] Shuli Ren (January 17, 2017). “Trump: Dollar Is “Too Strong” And “It’s Killing Us.” Barron’s.
[2] Scott Cendrowski (November 15, 2016). “China’s Yuan Just Sunk to an 8-year Low Against the Dollar.” Fortune.
[3] Matt Clinch (January 17, 2017). “China President Xi Jinping: ‘No one will emerge as a winner in a trade war’.” CNBC.
[4] Winter Nie (February 6, 2017). “The US would lose a trade war with China, ‘bigly’.” The Hill.
[5] Telegraph (October 14, 2015). “China’s middle class overtakes US as largest in the world.”
[6] Winter Nie (February 6, 2017). “The US would lose a trade war with China, ‘bigly’.” The Hill.

Czy ten artykuł był pomocny?

1 0 0